godzina...









Filozofia Fizyki

Przekroczyć próg nadziei, że rozum zwycięży.

Powstało wystarczająco dużo terabajtów informacji, mających rozstrzygać kwestię miejsca i wzajemnych relacji, dwóch, raczej sprzecznych, obrazów rzeczywistości - nauki i religii. Każdy z nas obserwuje, mniej lub bardziej nachalne, działania organizacji religijnych, mające na celu powiązanie nauki z dogmatami wszelkich religii.
Zatrzymajmy się nad relacją: fizyka-religia.

Zakładamy, że Boga nie ma.
W pracach fizyków, takie założenie nie ma żadnego znaczenia. Fizyk bada świat go otaczający, narzędziami przez siebie zbudowanymi. Fizyk oczekuje jednoznacznych odpowiedzi. Fizyk chce wiedzieć, czy wyniki, jakie otrzymał, są powtarzalne, tzn. czy były poprawne. Zjawiska fizyczne, gdy je poznamy i zrozumiemy, są "niezmienne". To oznacza, że wyniki zjawisk są przewidywalne. Jeśli jabłko po zerwaniu się z drzewa spada na ziemię, to nie oczekujemy, że nagle poleci w kosmos i zasili zasobniki żywieniowe kosmonautów na stacji orbitalnej. Takie stwierdzenie, rozbawiłoby nawet przedszkolaka. Byłby to cud, czyli coś logicznie niewytłumaczalnego. Oczywiście fizycy zaraz przystąpiliby do badania tego jabłka. Chcieliby się dowiedzieć, co sprawiło, że jabłko, wbrew wszelkim prawom fizyki, poddane zostało odpychaniu grawitacyjnemu. Każdy wie, że oddziaływanie grawitacyjne ma charakter przyciągający. Nie stwierdzono dotychczas antygrawitacji, czyli oddziaływania odpychającego mas grawitacyjnych.
Z jednej strony szkoda. Skończyłby się problem paliw kopalnych. Pojazdy skonstruowane na zasadzie antygrawitacji zmieniłyby całkowicie środki komunikacji.

Czy jednak przy rozważaniu jakiegokolwiek zjawiska fizycznego, zasadnym byłoby uwzględniać istnienie boga? Co takie założenie miałoby na celu? Co działoby się z nauką, gdy wyniki badań stawałyby w sprzeczności z wiarą w istnienie boga? Tak przecież już było w historii nauki. Dzisiejsze organizacje religijne nie mogą już w żaden sposób oddziaływać na naukowców. Nie mogą zabraniać publikacji wyników badań. O wszystkich nowych odkryciach wiemy natychmiast. Religia stara się jedynie rozpaczliwie pokazywać: "jestem, mam również religijne wytłumaczenie tych zjawisk, moja księga wszystko wytłumaczy". Niestety, religia jest jedynie pewnego rodzaju polaryzatorem wiedzy, to znaczy, wybiórczo bierze z nauki to, co jej potrzebne i te "fale" wzmacnia, oraz "wygasza" te "fale", które są dla religii zabójcze.

Powyższe, powierzchownie traktujące temat, rozważania, mają na celu tylko pokazać obszary "konfliktu"na polu nauka-religia. To jest jednak wyłącznie implikacja niezwykle poplątanego założenia. Dowiaduję się od wierzącego, że: "chrześcijanin wierzy, pochodzi od Kogoś większego niż on sam". To jest zrozumiałe. Wierzymy, czyli w naszych umysłach powstaje twierdzenie, że istnieje byt nadzwyczajny, ponad naukowy. To jest właśnie nadzwyczaj pokrętna konstrukcja. Tworzymy "własnomyślnie" byt nadzwyczajny a potem staramy się udowadniać, że nasz wymyślony byt jest twórcą Nas wszystkich. Staramy się tam gdzie możliwe znajdywać naukowe potwierdzenia zgodności nauki z wiarą w najwyższego. Tam gdzie się nie da, zawsze można powiedzieć, że najwyższy jest tak wszechmocny, że człowiek nie pojmie go rozumem. Dlatego, czy jest sens przy pracy na polu naukowym, starać się wplątywać w nie istoty wirtualne? Dla mnie nie.

Załóżmy, że Bóg jest.
Jeśli tak, to dlaczego nie posiadamy całej wiedzy o wszechświecie, całej materii i oddziaływań. Dlaczego z mozołem musimy "wydzierać" naturze wiedzę o naszym Świecie? Co przedstawiałaby nauka, gdyby odebrać jej narzędzia poznania, a w zamian wszystko tłumaczyć boskim działaniem? Czy zjawisko ruchu spadającego jabłka w polu grawitacyjnym da się opisać poprzez prowadzenie ręką boga? Czy też, gdy ludzie wykształceni (chociaż wydaje się, że uznali z całego przekazanego im wykształcenia tylko to co chcieli, a wszystko, co im nie pasowało usunęli), starają się nam wmówić, wyłącznie w oparciu o zapis świętych ksiąg, bez przeprowadzania żadnych kroków dowodowych, że wiek Wszechświata ma się w zakresie 6 do 10 tys. lat. Co nie tylko wywraca całą naukę do góry nogami, ale prowadzi do nieusuwalnych trudności w astronomii (jak jest możliwe, że widzimy światło gwiazd oddalonych od nas więcej niż 6 tys. lat świetlnych?) Teologiczne podejście do nauki, już dawno zostało przez siebie samo skompromitowane. Pewna doktryna, która się nazywa po angielsku "God of the gaps" - "Bóg od zapychania dziur", mówi, że jeśli mamy jakąś dziurę w naszej wiedzy, to powiadamy "Pan Bóg to zrobił". To prowadzi wyłącznie do śmieszności, ponieważ, gdy następuje postęp, nauka wypełnia tę dziurę i żaden Bóg nie jest do wyjaśnień potrzebny. Oczywiście ktoś powiedział: "to bóg stworzył prawa fizyki i cały świat". To bardzo wygodna konstrukcja. Postawić swoją teorię tak daleko, że żaden "teleskop nauki" nie sięgnie. Mnie jednak to nie przekonuje. Fizyka, krok po kroku, przeprowadza translację opisu świata z tajnego języka natury na wszystkie języki świata. I nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś niewytłumaczalny istnieje na końcu tej drogi, czy też nie. Wiemy dobrze, że nie byłoby postępów w fizyce, gdyby nie fizycy teoretycy. To oni, na długo przed doświadczalnym udowodnieniem teorii przewidywali wiele zjawisk. Teoretycy korzystali wyłącznie ze swoich umysłów i byli tymi, którzy tworzyli filozofię nauki. Tak, to filozofia jest nieodzownym elementem dzisiejszej nauki. Przecież już dawno pewne zagadnienia z filozofii przeszły do nauki, np. problem czasu, problem przyczynowości, problem przestrzeni, i tam znalazły swe wyjaśnienie. Osobiście spodziewam się, że nie ma końca poznania praw fizycznych. Rozwój nauki i poznania można przyrównać do nadmuchiwanego balonu. Zagadnienia, które już rozwiązaliśmy są wewnątrz balonu. Na powierzchni są pytania, które jeszcze czekają na odpowiedź. Kiedy na nie odpowiemy, rozwiązujemy coraz więcej zagadek, wiedza rośnie, a balon pęcznieje. Ale tym samym rośnie jego średnica i pojawia się coraz więcej pytań.

Myślę, że najważniejsze jest, że człowiek, tak po prostu, chce poznać prawdę. Bajki lubi, lecz chce znać prawdę!

2008 iwiedza